|
niedziela, 22 kwietnia 2012
łapanka wspomnień
Próbuję złapać jeszcze kilka wspomnień, ale i tak boję się, że to nicość. Kochany synku, zawsze będziesz w moim sercu królować, jako dziecię idealne, mimo wielu niedociągnięć i niespokojnych nocy i dni, które nam fundnąłeś i pewnie jeszcze zafundujesz. Zasypianie czasem odbywa się klata w klatę, to znaczy na dużym łóżku (którego synek jest fajne), wtulony w mamę, zasypia. Potem go przenoszę do siebie, on czasem po drodze wybudza się i bełkocze "do małego łuźka", ale na szczęście nie wybudza się całkiem. Jednakże mnie gęsia skórka wyłazi i nieco mnie wtedy paraliżuje. Ale zwykle zasypia sam, po powiedzeniu nam dobranoc. Z wieczornej butli zrezygnowaliśmy zupełnie. Nocna pojawia się albo nad ranem, albo około 3, zupełnie nie wiem, od czego to zależy. Kiedyś myślałam, że od stopnia najedzenia, ale trend jest przeciwny. Dużo zje w dzień = wcześniej się obudzi. Zje mniej = pośpi dłużej. Bywa, że nie budzi się wcale aż do 7. Ściąganie go z łóżka nadal wygląda tak samo. Czasem wstaje sam, o 7. Czasem od 7.15 chodzę i urządzam pobudki. Nieraz widzę, że już stoi, wychodzę, a po 5 minutach zastaję kolesia śpiącego. Bywa, że na moje budzenie synuś bełkocze coś pod nosem i bierze obrót na drugi bok. Względnie okrywa swą głowę kocem. Aha. Uroczo. Stawiamy na regularność - musi wstawać najpóźniej o 7.30, żeby nie było hardkoru w ciągu dnia. Kładzie się o 19.30, najpóźniej o 20, bo jak nie, to sajgon jest. Na drzemki około 11 zasypia idealnie sam (wg relacji Kochanej Niani). Apetyt mu dopisuje, zjada ładne porcje, nie wybrzydza. Chętnie próbuje (np. pasty z soczewicy), by stwierdzić "nie lubisz". Ale uwielbia bakłażany grillowane, szpinaku też parę łyżek zje. Kocha też grzanki w zupie (często mamy zupy-krem:)), smażoną cebulę i ziemniaki. Ziemniaków potrafi zjeść ilości nieograniczone. Wyjada swoje, moje i tatusiowe. Kocha mięso, najlepiej z sosem pomidorowym (spaghetti tak zwane). Z żywieniem jest git, podwójny git, od kiedy nabiał jest ok. Tylko te cholerne jajka!!!! Dlaczegóż muszą nas aż tak uczulać... Przymierzam się do szczepienia na ospę, uczynimy to chyba w okolicy długiego weekendu, aby druga dawka wypadła na bilansie dwulatka. Gadulstwo jest nieziemskie u synusia. Wykłóca się ze mną o wszystko, groszek czy fasolka, koparka czy ładowarka. Tworzy zdania złożone z 6-7 słów, logicznie wiążąc ze sobą każdą część zdania (Ela pojechała do swojego domu; tatuś poleciał samolotem do londynu; samolot leci po niebie itp, itd). zdrabnia!! Pociążek to na przykład jest pociąg. I nie, tego od nas na pewno nie usłyszał. Słowotwórstwo w pełni:)
niedziela, 01 kwietnia 2012
Czas ucieka
Z każdym dniem syn robi się coraz starszy. Ja także. Czas nie oszczędza nikogo. Trwamy sobie w słodkim byciu razem, mniej lub bardziej. Obserwuję go i na każdym kroku zadziwia mnie, że to już takie duże dziecko. Rzekłoby się: samodzielne. Ale to zaraz wywoła oburzenie matek, które zaczną opowiadać, że mnie się po prostu trafił podatny model, że jak samodzielny, że zasypianie samemu to nie jest oznaka samodzielności. A czego, ja się pytam? Mówimy: zasypia SAM, je SAM, ubiera się SAM. Znaczy: w tych trzech materiach jest sam-o-dzielny. Nie rzeknę zatem, bo po co kolejny konflikt? Żeby ktoś znowu mnie pokątnie gdzieś z kimś obgadał? W zasadzie, i tak to zrobi. Rozwija się mowa, rozwija się "gumowe ucho" - choć udaje, że nie słucha, to słucha. Albo przynajmniej: słyszy. I powtarza. I zapamiętuje. Próbuje toczyć debaty ze mną. Wiąże w logicznie spójne wypowiedzi proste fakty. Recenzuje mi spacer. Zaczyna wyrażać uczucia ("kocham" się pojawiło!). Ubogaca proste zdania w przymiotniki, nadając im niepowtarzalny charakter. Dopowiada ostatnie słowo do każdej linijki wielu recytowanych przeze mnie wierszyków, próbuje śpiewać piosenki. Interesuje się literami. Sam pyta o te, których nie zna. Budzą się w nim zaczątki "liczyciela". Opadły nam szczęki, gdy któregoś dnia poganiałam Pawła słowami "no już, raz dwa trzy!", a w odpowiedzi usłyszłam "ctery, pienc, sesc". Na razie wyłącznie pamięciowo, bez reprezentacji abstrakcyjnej, ale coś się dzieje. "Noga djuga, noga piejsia"; "i tseciom kacuske mi daj". Ach. I zaimki się pojawiają!! "Nie ma go, tatusia", "Dla ciebie", "Dam ci" - jak pięknie to brzmi!
Trudno, jestem nim oczarowana i kompletnie zakochana. Może by go tak sklonować?
sobota, 17 marca 2012
Coraz rzadziej
Tu zaglądam. Po prostu jestem szczęśliwa. Mój syn jest idealny. Marzyłam o byciu matką dokładnie takiego dziecka. Dwulatek to wspaniała rzecz, żaden bunt tego nie zepsuje. Dziecko jest kumate, rozmowne, rozumie i wykonuje poleceni (przynajmniej część). Gada, aż mu się gębusia nie zamyka. Słodki, przymilny chłopiec, którego nie interesuje lalka, ale rozkręcanie, budowanie, rozkładanie na części pierwsze. Sam decyduje, co chce robić w danym momencie i motywuje nas do działania. "Ogrodu!", "Na spacejek", "Tancyc" - wymyśla, a my wiernie poddajemy się instruktażowi jaśniepana. Dziecko nadało naszemu życiu inny sens. Owszem,nasze życie bez dziecka też ten sens miało. Ale teraz wszystko jest inaczej! Zadziwiające, prawda?
niedziela, 26 lutego 2012
Życie
Jest dobrze, jest spokojnie. Paweł ma nową nianię. Jest kochana, cudowna i wspaniała. Każdego dnia podziwiam ją za chęci, cierpliwość, umiejętności. Dwójka dzieci, które ma pod opieką, jest przeszczęśliwa i korzysta z tej opieki maksymalnie. Paweł rozwija się słownikowo, poszerza zasoby, Aga uczy się budować z klocków. Paweł staje się opiekuńczy, wrażliwy. Aga uczy się być twardsza i ma się kim opiekować :) Ja wracam z pracy spokojna, szczęśliwa. Nie wiozę autem marudzącego dziecka. Jeżdżę tramwajami i nic mnie nie interesuje (ani czerwone światło, ani kiedy trzeba jechać itp). Wita mnie zadowolona dwójka dzieci. Mam czas, żeby zjeść obiad i spokojnie zebrać myśli. Wymienić się plotkami z nianią przy kawie. Moje dziecko jest nakarmione, przewinięte i uśmiechnięte. Wypuszcza mnie z domu z radością i z radością wita. Jest idealnie :) Synu zaczął kontrolować swój kał. Otóż oznajmia nam, że będzie go produkować, ale za żadne skarby nie chce oddać go kibelkowi. No cóż. Ma czas? Może do szkoły nie pójdzie w pampersie :) Dalej używa smoczka, dalej budzi się w nocy na żer. I gdybym tylko na podstawie tego miała stwierdzić, jaką jestem matką, na pewno ocena nie wyszłaby zbyt dobra. Ale wtedy patrzę na to, ile moje dziecko mówi, ile umie, ile potrafi, co kojarzy i jakie jest - i tak, wtedy ocena sobie rośnie :)
środa, 15 lutego 2012
Jestem mamunią. Najwyższa forma uwielbienia. Biegniem, ziobaciem, piosiem - słownik czasowników wzbogaca się codziennie o kilka słów, powtarzanych, zapamiętywanych i wykorzystywanych. Kakada - rzekł syn na widok białej papugi. Golyla - stwierdził na widok widok wiadomej małpy. Loala - nazwał misia koale. Chyba zaczniemy się uczyć po łacinie,bo kończą sie nam wyzwania.. Mama: Pawełku, powiedz "kocham".. Pawełek: Kosia... (mięknę) kosiala! (ech, priorytety...)
Wczoraj na szczepieniu: lekarz zagaduje Pawła, uśmiecha się, kombinuje. A Paweł twardo: ZIG! Wszystkie tiurli-tiurli kończyły się krótkim: ZIG. Zupełnie, jakby chciał powiedzieć: "nie pierdol pan, tylko szczep, dorośli jesteśmy".
Rozwala mnie półtoraroczniak mówiący do ojca "tata, nie penia!" oraz wołający "pinak! pinak! am! am!" :D
Bezcenne: już nie wwww - już "susialka", już nie "bur" - już "burhak", już nie "tooo" - już "siociek". A na "dziękuję" jest "piosie". :D Ostatnio dzielił chusteczki: mamuni, tatuka, siebie... Identyfikuje ludzi po imionach. Ciocia już nie jest ciocią, każda ciocia ma imię. Mama ma imię, tata ma, koleżanki i babcie mają. Wspominał sobie ostatnio dziadków, wymieniał ich imiona - zdziwiło nas to, bo dawno o rodzicach po imieniu nie mówiliśmy. Identyfikuje siebie - na zdjęciach, w lustrzanym odbiciu. Oraz w każdym odbiciu, na przykład: widząc siebie w słuchawce prysznica spieszy nas poinformować, że to "Pasio".
środa, 08 lutego 2012
Słodkie dorastanie
Synek rośnie zdrowo i słodko. W piątek funduje mu NaszeMiasto szczepienie na meningokoki. Mam nadzieję, że starym zwyczajem będzie dzielny i zniesie to jak dorosły. Paweł ma w domu codziennie koleżankę, która razem ze swoją mamą dba o jego rozwój, karmi go i pomaga hodować. Spędzają ze sobą masę czasu, podczas gdy matka z ojcem próbują robić tzw. karierę. Odstawiłam na jakiś czas auto w kąt, bo zabiły mnie wydatki na paliwo. A że dziecka do żłoba już wozić nie muszę, to dojazdy samemu komunikacją miejską nie są aż tak upierdliwe. Nie chodzimy na spacery. I głośno o tym mówię. Mój komfort też jest ważny. Z resztą Paweł nie lubi zimy, podobnie do mnie. Relaksujemy się zatem w domu i czekamy, aż zrobi się chociaż -3, to wtedy sobie gdzieś pójdziemy. Ponadto, w NaszymMieście i tak jest jakieś dramatyczne stężenie pyłu i syfu w powietrzu, a zatem przebywania na powietrzu nie zaleca się. Zarzuciliśmy chwilowo poznawanie literek, ale w ferworze nauki słówek jakoś nam nie było po drodze. Powoli będziemy do tego wracać. Próbujemy też nocnikować, młody czai już, że sika, daje znać wcześniej, ale to okropna nerwówka i wyścig, żeby zdążyć zdjąć majtki. Na bieganie bez spodni jest ciut za zimno, a to ma sens tylko wtedy. Wrócimy zatem do tych lekcji, gdy zrobi się ciut cieplej. Póki co, niech sobie sika w te pieluchę, już niedługo.
sobota, 04 lutego 2012
Wieści
U nas mowa nadal w fazie pędzącego rozwoju. Mamy w domu chłopca, który określa się mianem "Pasio" (to od "Pawcio", tak go czasem nazywamy). Mamy chłopca, który pije "siociek", suszy włosy "susialką" i zjada "burhaki" i "ogórhy". Francuskie rrrr słychać w wielu wyrazach, ciekawe, czy to źle? Mamy też chłopca, który strasznie się przytulański zrobił i słodki, i daje z siebie dużo miłości wokoło. Chłopiec póki co nie chce używać nocnika, ani nakładki. Trudno, nie musi. Nauka liter też stoi w miejscu, bo moją głowę wypełniają teraz trociny. Takie trociny miłości, matki zakochanej w dziecku. Jest doskonałym wytworem, powstałym z totalnej miłości i w duchu tej miłości hodowany. Kiedy między nami jest idealnie, to i on jest idealny. Fakt, przymaszerowuje do nas w nocy, wtula się plecki-plecki, ale tak bardzo oboje lubimy przy nim być, że to wspólne spanie w ogóle nas nie rusza. Wszakoż obowiązki małżeńskie załatwić też zdążamy :P
poniedziałek, 23 stycznia 2012
słownik małego chłopca
te najciekawsze: bagi - grabie bugie - gąbka bugi - grzebień oga - łyżka kuwa -krowa muk - mózg Mówi tak wiele, że nie zapisuję, bo jest tego za dużo. Te kilka słówek chcę zapamietać. Być może dopiszę kolejne? Rozczula mnie to jego "Paweu" albo "Paweuek", gdy widzi się w lustrze. Jestem spełnioną kobietą - mam cudownego męża, wyjątkowego synka i fantastyczną pracę. Korzystam, jak mogę z chwil "maleńkości" synka, biorę do siebie do łóżka, gdy ma cięższą noc. Jestem coraz bardziej otwarta i gotowa na "nowego maluszka", bo ten tak szybko dorasta, tak mało (choć tak wiele) mnie już potrzebuje... Nie zatrzymam czasu. Choć czasem wydaje mi się, że on jest za maleńki na rodześtwo, to czuję gotowość - swoją, partnera, no i jednak Pawła też...
niedziela, 15 stycznia 2012
Fajne dziecko
Wiele osób mówi mi, że mam fajne, spokojne dziecko, które na dodatek cały czas się śmieje i jest optymistycznie nastawione do życia. Prawda. Wiele osób zauważa, że Paweł śliczne je, bez problemów daje się karmić, przebrać, przewinąć, nie urządza cyrków. Prawda. Wiele osób słyszy, że synu dużo mówi, częściowo po swojemu, ale wiele słów wyraźnie. Można się z nim dogadać. Prawda. Wiele osób podkreśla, że to niesamowite, że on o 19.30 już śpi, a spać potrafi do 7-8. Prawda. Wiele osób zauważa, że ładnie zasypia, przy butelce lub sam w łóżeczku, po wykonaniu kilku kołysanek. Prawda. Ja zaczynam dostrzegać, jak idealne i bezproblemowe mam dziecko. Po trudach porodu i ostatecznej cesarce nie miałam problemów z karmieniem piersią, mimo, że wszystko było niezgodnie z wytycznymi Rodzić po Ludzku: - ani to poród SN, - urodził się wcześniak (36tc), który miał nie umieć ssać, - ani go nie dostałam na brzuch, - ani mi go nie przynieśli od razy (17 godzin po porodzie), - był dokarmiany butlą, - ja od razu miałam pokarm. Fascynujące, jak od początku nie przystawał do tego, co negatywne i złe. Nie był taki, jaki być "powinien": skrzywdzony, źle urodzony, bez odruchu ssania, bez kontaktu ciało do ciała, bez przywitania z mamą, butelkowany, dokarmiany. Nikt mi niczego nie spieprzył, chociaż spieprzone było wszystko. On idealnie wpasował się w mój świat, a ja stałam się jego światem. Zdawałam sobie może sprawę, że będzie ciężko z mlekiem po cc, ale myślałam o tym, że mleko rodzi się w głowie, z potrzeby karmienia, z wtłoczonej we mnie oksytocyny, która - choć przecież była złem w porodzie SN i ingerencją medyczną - na przekór wszystkiemu u nas zdziałała cuda (wszakże to oksy pomaga w produkcji mleka; z resztą ja o niej tylko tak pozytywnie myślałam). Fakt, potem przyszła alergia i koszmar i trud, i zakończyliśmy karmienie po niemal 5 miesiącach. I też uważam, że to było fantastyczne. On nie poczuł się odstawiony boleśnie, nie musiałam z nim walczyć, a pijąc z butli zerkał na mnie czule. Miałam go wtulonego w siebie, dokładnie tak samo, jak podczas karmienia piersią. Nie chciałabym chyba karmić go o wiele dłużej. Tak, mimo wiedzy, jakie to wspaniałe. W każdym razie, mam całkiem idealne dziecko, które czasem bywa niesforne, ale w zasadzie, nie ma co narzekać. Fakty są takie, że mogło być fatalnie i to od samego początku. Żadnych kolek, żadnych problemów. Dziecko śpiące przez 90% doby, i ja, czuwająca, znudzona, zaskoczona, ze jest tak fajnie. Teraz znowu jestem zaskoczona. Bo on się usamodzielnia. Bawi się sam, czasem przychodzi, żeby mu poczytać. Umie się sobą zająć, ja odchodzę w kąt. Nie mogę zniknąć całkiem, chociaż tyle w tym szczęścia:)
wtorek, 10 stycznia 2012
Kłapanina t
Synowi włączył się na dobre ośrodek mowy. Powtarza wszystko, zapamiętuje i uczy się mówić. Z dnia na dzień jego słownik bogaci się. Buda, Monia, Aga, Ania, ciupaga, i dziesiątki innych. Prowadzi dialogi z nami, sam ze sobą, zaczyna przemawiać intensywnie do swoich misiów. No i znowu jest trochę chory. Jak dobrze, że od lutego niania się nim zajmie. Ja się absolutnie nie nadaję do siedzenie w domu z dziećmi. Ani z jednym dzieckiem. Dobrze, że nikt mnie nie naznacza do roli matki-polki udomowionej, bo ja tu nie pasuję. Fajnie czasem zostać z młodym w chacie, ale codziennie? strasznie. Myślę dużo o drugim, czy nie będzie nam ZA ciężko, bo teraz jest kiepsko. Ciągłe boje, kto z młodym zostanie, a jak wysiada zdrowie jemu i mnie, to kłopot podwójny. Bo dziś czułam sie tak fatalnie,że nie byłam w stanie go podnieść... Co robić, dwie sierotki bawią się w dom:) |
Archiwum
|